poniedziałek, 11 sierpnia 2014

sobota, 9 sierpnia 2014

Kosmed...Nafta kosmetyczna z olejkiem rycynowym...moja opinia...

Moje drogie! 
   Za pewne część z Was wie, że jeszcze do nie dawna moje włosy farbowałam na odcień czekolady. Cieszyłam się z tego koloru bardzo, czułam się w nim dobrze, a moi znajomi chwalili mnie za tak naturalny odcień. Włosy choć suche na końcówkach, nigdy nie miałam rozdwojonych i połamanych. Częste podcinanie końcówek stopniowe eliminowało suche końce. Lecz niestety od lat włosy mam suche na końcach i raczej nic tego nie zmieni. U nasady włosy w ciągu dwóch dni się zaczynają przetłuszczać. Lecz bardzo umiarkowanie. Teraz moje włosy poprzez rozjaśnione pasemka stały się jeszcze bardziej suche. Spodziewałam się tego bo wiem co produkt rozjaśniający jest w stanie złego zrobić podczas rozjaśnienie włosów brązowych. Byłam psychicznie do tego przygotowana 
i teraz z wielkim zapałem wcieram w nie naftę kosmetyczną z olejkiem rycynowym. 
Dwa razy na tydzień stosuję ją jako maseczka czyli dwa żółtka, połowa cytryny, oraz jedną stołową łyżkę nafty kosmetycznej Kosmed
Zapraszam na stronę główną tej firmy. Znajdziecie tam inne wersje nafty kosmetycznej.
http://www.kosmed.pl/images/kosmed.png
Olej rycynowy jest skarbnicą kwasów tłuszczowych. Poprawia kondycję włosów, szczególnie tych osłabionych, chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Wygładza włosy(również całą skórę), poprawia ich nawilżenie.  
Nafta kosmetyczna z olejem rycynowym polecana jest do włosów zniszczonych, pozbawionych blasku, suchych, łamliwych z rozdwojonymi końcówkami. Nafta zapobiega elektryzowaniu włosów, ułatwia ich rozczesywanie i modelowanie, dodaje włosom blasku.
 Zastosowanie: Do użytku zewnętrznego. Niewielką ilość nafty wetrzeć we włosy. Po 15 minutach włosy umyć szamponem.
Maseczka: 1 - 2 żółtka jaja kurzego wymieszać z 1 łyżką stołową nafty dodając sok z 1/2 cytryny. Tak sporządzoną maseczkę wmasować we włosy pozostawiając ją na 5-15 minut, a następnie umyć włosy szamponem. Dla uzyskania lepszego efektu można sporządzona maseczkę lekko podgrzać, nałożyć na włosy, a następnie przykryć włosy czepkiem i ręcznikiem.


 Moja opinia: Nafta kosmetyczna znajduje się w plastikowej przezroczystej butelce bez dozownika w sprayu. Płynną naftę wydobywa się poprzez górny otwór, bardzo łatwy w obsłudze. 
Szata graficzna jest dość skromna lecz bardzo kobieca. 
Mimo tego zawartość jest zawsze najważniejsza. Olejek rycynowy jako dodatek do nafty spisuje się rewelacyjnie. 
Naftę stosowałam jako kompres na włosy z dodatkiem dwóch żółtek, połówki cytryny i jednej stołowej łyżki nafty. Dodatkowo dodawałam kroplę odżywki do włosów by zneutralizować zapach żółtka. Tak przygotowaną maseczkę nakładałam na całą długość włosów, nacierając niż również skórę głowy. By utrzymać ciepłą temperaturę kompresu nakładałam woreczek foliowy oraz ręcznik. Taki kompres pozostawiałam na włosach około dwadzieścia minut. Od czasu do czasu podgrzewałam kompres suszarką do włosów. Wówczas przy większej temperaturze łuski włosów się otwierają, a składniki odżywcze w większym stopniu wnikają w strukturę włosa. Po upływie czasu spłukałam wszytko ciepłą wodą i umyłam szamponem.  Włosy po takim kompresie stają się gładkie, miękkie
i lśniące. Przestają się puszyć i elektryzować. Gdy zaczęłam ją stosować bałam się, że większa ilość nafty przetłuści mi włosy, nic mylnego ani razu tak się nie stało. 
Na szczęście moje włosy nie są wymagające, i bez problemów przyjęły naftę. Włosom rozjaśnionym na pewno pomogły i poprawiły ich stan, choć wiem że wiele czasu upłynie zanim wrócą do poprzedniego w miarę zdrowego stanu. 
Cena: 5.17
Pojemność: 150 ml
Dostępność: Kosmed

piątek, 8 sierpnia 2014

Pharmaceris...Lipo-Protect...Regeneracyjny krem do rąk...moja opinia...

   Kochane moje lato w pełni mimo tych deszczowych chmur, które przysłaniają nam promienie słonka powodując ochłodzenie powietrza. Kąpiel w zbiornikach wodnych również nie należy do przyjemności. Woda mimo, że jest ciepła to po wyjściu z niej powiew zimnego wiatru potrafi nam zepsuć relaksującą kąpiel. Nasze dłonie wówczas są narażone na przesuszenie po długiej kąpieli. Sto jeden zmarszczek na dłoniach i stopach wołają o pomoc. Wówczas by im pomóc nawilżam je kremem firmy Pharmaceris Lipo-Protect.
 Przecież każda z nas doskonale wie, jak ważne jest dla naszej skóry nawilżenie. 

Zapraszam na główną stronę producenta:


REGENERUJĄCY KREM OCHRONNY do rąk

LIPO-PROTECT

WSKAZANIA:

Pielęgnacja skóry szczególnie wrażliwej i przesuszonej.

DZIAŁANIE:

Dzięki specjalistycznemu połączeniu wosku pszczelego i D-pantenolu krem tworzy na skórze ochronną warstwę powierzchniową, zabezpieczając dłonie przed wysuszeniem oraz szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Innowacyjna receptura oparta na Glicerynie łagodzi podrażnienia, nawilża i przywraca skórze miękkość. Formuła wzbogacona Witaminą A wzmacnia funkcje ochronne kremu, przyspiesza cykl odnowy naskórka i zabezpiecza przed utratą wody z powierzchniowych warstw skóry.
BEZ ZAPACHOWY

HIPOALERGICZNY

WYSOKA TOLERANCJA I SKUTECZNOŚĆ

PRZEBADANO DERMATOLOGICZNIE
  • Skuteczność potwierdzona dermatologicznie na skórze alergicznej i wrażliwej.
    • 100% wygładza
    • 88% likwiduje objawy szorstkości skóry
    Źródło: wyniki testów konsumenckich w Centrum Naukowo- Badawczym Dr Irena Eris bezpośrednio po aplikacji. Bezpieczeństwo i skuteczność potwierdzona dermatologicznie.
  • SKŁADNIKI AKTYWNE:

    • D-pantenol - o właściwościach kojących i łagodzących, zmniejsza tendencję do nadwrażliwości skóry.
    • Witamina A - reguluje nadmierne rogowacenie skóry, przyspiesza cykl odnowy naskórka oraz stwarza odpowiednie warunki do jego prawidłowego rozwoju. Działa przeciwstarzeniowo, wygładza skórę oraz rozjaśnia przebarwienia.
    • Wosk pszczeli - silnie odżywczy składnik nawilżający, natłuszczający, zapewniający skórze film ochronny. Zapobiega wysuszeniu skóry, uelastycznia oraz zmiękcza naskórek.

Moja opinia: Zapachu w nim brak, lecz mimo jego braku głębokie nawilżenie jest w stanie mi to wynagrodzić. I faktycznie tak się dzieje, że po długiej kąpieli gdy tylko spora ilość kremu wmasuję w dłonie skóra z chwilą zaczyna się regenerować. Faktycznie krem pozostawia na dłoniach ochronną warstwę za sprawą wosku pszczelego i d-pantenolu. Te dwa składniki zabezpieczają skórę przed wysuszeniem oraz szkodliwymi warunkami atmosferycznymi np. wiatrem. Faktycznie w stu procentach zgadzam się z producentem, który twierdzi że receptura kremu łagodzi podrażnienia, nawilża i przywraca skórze miękkość. Po każdej kąpieli  stosowałam go nakładając znacznie większą ilość i to był strzał w dziesiątkę . Moja skóra nie była już taka pomarszczona jak za pierwszym razem. Zmarszczki po długim przebywaniu w wodzie stawały się płytsze, lecz cięgle potrzebowały nawilżenia. I w taki to sposób zużyłam praktycznie całą tubkę 
o pojemności 50 ml. Może dla niektórych osób jest to mała pojemność, ale powiem Wam że to idealna wielkością do damskiej torebki. Będzie mi go brakować ponieważ konsystencja jak i wchłanialność są na wysokim poziomie. Krem jest lekki, nie jest mega tłusty i szybko się wchłania. Skóra po zastosowaniu staje się miękka, śliska, aksamitna i co najważniejsze nawilżona. 
Niestety krem nie należy do tanich, w aptekach kosztuje około 13 zł. 
Ale czy cena jest ważna jeżeli chodzi o satysfakcjonujące uczucie nawilżenia naszych dłoni po długich letnich kąpielach? 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Lirene...Magia złota na skórze...moja opinia...

    Mamy lato, dni są upalne a słonko nas rozpieszcza każdego dnia. I tak to już jest gdy tylko słonko zaświeci, każda z nas wyjmuje z półek zapasy przeznaczone wyłącznie na letnie dni. Ja ze swojej szafki już na początku wakacji wyjęłam dwa balsamy które kryją w sobie magię złota i rubinu. Tak kochane, magia złota i rubinu dosłownie w nich tkwią i rozświetlają skórę szlachetnym blaskiem. Sprawdziłam to już nie raz i zgadzam się z każdym producenta zdaniem na ich temat. Bo cóż innego rozświetli naszą opaloną skórę niż drobinki złota mieniące się w świetle słońca
Zapraszam na stronę główną Lirene:
   Kochane jeżeli miałybyście chęć rozpromienić swoją opaloną skórę drobinkami złota lub rubinu mam coś dla Was. A jeżeli na plaży czy na zakupach chcecie zaimponować koleżance cudem na ciele to te balsamy są wręcz dla Was. Są to produkty 200 ml, które w przecudowny sposób nadadzą opaleniźnie przepięknego zdrowego blasku. W promieniach słonecznych przepięknie drobinki złota i  rubinu mienią się jak szalone rozświetlając partię ciała. 
   W pięknie graficznie wykonanych tubach znajdują się balsamy, które niestety nie nawilżają skóry, lecz jedynie służy do podkreślenia opalenizny. Nie należy również nakładać zbyt wielkiej ilości na skórę ponieważ w gorące i ciepłe dni po prostu skóra zacznie się lepić, co zatuszuje i zniechęci nas do używania balsamów. Jedynie niewielka ilość sprawi, ze efekt nas zadowoli. Skóra broniąc się przed przegrzaniem produkuje pot na całej powierzchni ciała, więc dokładnie jej tłustego balsamu na powierzchnię ciała nie jest dobrym pomysłem. 
Zapach oprócz przepięknych drobinek również jest wielką zaletą, jest bardzo intensywny, kwiatowy lecz i bardzo przyjemny. Lubię takie barwy zapachów. One sprawiają, że czuję się kobieca i zadbana. Jak dla mnie posiadają same plusy, przez które nie jestem w stanie się im oprzeć idąc na miasto czy jadąc na plażę. Balsamy nie należą do tanich. Kosztują około 16 zł, lecz są mega wydajne, więc z pewnością będą Wam służyć około dwóch lat, jeżeli tylko data ważności na to pozwoli.
Jak dla mnie balsamy zasługują na miano niezbędników w letnie dni. I bez względu czy posiadacie opaleniznę czy nie drobinki złota i rubinu na Waszej skórze spiszą się doskonale. 
Spróbujcie! Warto!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

The Body Shop...Body Butter Beurre Corporel...moja opinia...

   Podobno mi nie wiele trzeba do szczęścia. Tak mówi moja rodzina i znajomi. Te osoby które mnie bliżej znają wiedzą, że z nie których produktów kosmetycznych cieszę się jak dziecko. Jak zostały ogłoszone wyniki radość moja była wielka, jak z pośród dwustu uczestniczek testów ujrzałam swoje imię i nazwisko.
Radość była wielka, ponieważ jeszcze ani jednego produktu nie było mi dane testować z The Body Shop.

Zapraszam na Fb The Body Shop
https://fbcdn-profile-a.akamaihd.net/hprofile-ak-xap1/v/t1.0-1/c14.13.157.157/577613_308394292573433_369719782_n.jpg?oh=9eccdc7a12cee021227d0b9c94f71928&oe=543A91BA&__gda__=1414405327_eb713af66cc89b17f23415f4cb5cd708

 Skład:
Aqua/Water/Eau, Butyrospermum Parkii Butter/Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Theobroma Cacao Seed Butter/Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Orbignya Oleifera Seed Oil, C12-15 Alkyl Benzoate, Ethylhexyl Palmitate, Cera Alba/Beeswax/Cire d’abeille, Argania Spinosa Kernel Oil, Dimethicone, Parfum/Fragrance, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Coumarin, Citric Acid, CI 15985/Yellow 6, CI 19140/Yellow 5.
Przepięknie pachnące cudo zamknięte w małym pojemniczku!
Tak w kilku słowach mogę je określić. Pachnie wręcz namiętnie, kusząco, słodko i namiętnie.
Jestem pewna, że każdej kobiecie przypadł by do gustu. Wiele kobiet było by z niego zadowolone. Moje koleżanki oraz siostry zauroczył się jego zapachem. Masełko zrobiło wręcz furorę pośród testujących je kobiet. Również i ja zaliczam się do tego grona. Zakochałam się w nim bezgranicznie, a z drugiej strony jak nie można kochać masełka z tak pięknym zapachem. Po kąpieli nałożenie go na świeżą oczyszczoną skórę staje się wręcz wybawieniem i wielkim relaksem po ciężkim dniu pracy. Słoneczna pogoda służy wydobyciu aromatu masła. Promienie słońca powodują, że zapach staje się jeszcze bardziej wyczuwalny i wyostrzony. 
Mimo, że konsystencja jest dość ciężka to z wielką chęcią nałożyłam go wczoraj będąc na plaży. Nie mogłam się powstrzymać i co chwilę wąchałam dłonie by przenieść się wraz z zapachem do ciepłych egzotycznych krajów. Aż się chciało biec po plaży i oznajmiać wszystkim czym tak pięknie pachnę.

Masełko zamknięte jest w malutki 50 ml. złoty połyskujący słoiczek. Na zakrętce  zachęcająco prezentuje się olejek arganowy, który przez ostatnie miesiące w wielu produktach spotkałam. 
Zapach olejku i jego właściwości nawilżające sprawiają, że z wielką chęcią po nie sięgam.
Słoiczek nie posiada foli zabezpieczającej przed dostaniem się powietrza. 
Konsystencja masełka jest dość gęsta lecz w łatwy sposób wchłania się w skórę i znika. Nie pozostawia tłustej nawierzchni. Dla wielu osób konsystencja i skład mogą być na lato zbyt ciężkie, lecz dla mnie jest w sam raz.  Wystawiając skórę na promienie słońca, nie możemy zapomnieć o nawilżeniu, a te masełko nawilża i to bardzo. Skóra po jego użyciu jest gładka, nawilżona, wręcz aksamitna.
Koszt masełka to 20 zł, kupując 50ml.


 Kochane jeżeli mogę Was prosić to poproszę o głosik na moja recenzję. Będę wdzięczna i przy najbliższej okazji głosowania odwdzięczę się tym samym. 
Moją recenzję odnajdziecie na stronie dwudziestej drugiej pod nazwiskiem 
Katarzyna Juścińska
https://www.facebook.com/TheBodyShopPoland?sk=app_1433209913622085&app_data=reviews

niedziela, 3 sierpnia 2014

Metamorfoza moich włosów 2008-1014...

   Kochane dziewczyny i chłopaki!
 Dziś z okazji leniwej niedzieli mam coś dla Was. Zbierałam się z tym postem już dość dawno i dziś natknęło mnie na wspominki. Przeszukałam dysk i znalazłam kilka fotek moich włosów w różnych ujęciach. Od osiemnastego roku życia nosiłam jasne przefarbowane włosy. Od czasu do czasu pojawiała się grzywka, raz włosy były dłuższe raz krótsze. Ciągle z nimi coś eksperymentowałam. Jednego dnia chciałam je zapuścić by na drugi dzień stwierdzić, że raczej je podetnę. I tak z roku na rok ja wraz z nimi się zmieniałam. Po dwóch latach ciemnego brązu zatęskniłam za blondem. I tak w mojej głowie narodził się pomysł jasnych pasemek. 
I właśnie teraz je nam na włosach, większą część są to kolory miodu lub jasnego brązu. Z biegiem nasłonecznionych dni nabiorą jaśniejszego odcienia. Czy tak się stanie? Raczej tak, tylko czy ja z nimi wytrzymam tak długo? A może znów je przefarbuję na brąz? Kto wie?
Podsumowując w każdym kolorze czy ciemniejszym czy jaśniejszym czułam się dobrze. 
Choć wszyscy twierdzą, ze w jaśniejszym wyglądam młodziej. A ja z nimi czuję się jak dziewczynka.
I dzięki nim czuję się młodziej. 

2008
1. Fotki z braciszkiem Andrzejem. Za pewne ucieszy się jak je zobaczy.
Wykonane w Dorohusku.

2. Kilka miesięcy później wygrzewałam się na sycylijskiej skale.
Zdjęcia wykonane w miejscowości Marina di Ragusa w Sycylii.

3. Święta Bożego Narodzenia. Pierwsze zdjęcie wykonane w Ragusa. 
Drugie z Sonią suczką ucztujemy dzieląc się udkiem z kurczaka.

4. Czasem lubię pobawić się w fotografa pozując sama do siebie.

5. Natalin. To był piękny dzień.
 2013
6. Busko Zdrój. Każdy dzień pobytu w Sanatorium był dobry na tworzenie kolejnych zdjęć.

7. Chwile relaksu w Lubelskim ogrodzie UMCS.

8. Spacer nad rzeką Kamienną nie daleko Starachowic.

9. Gdzieś kiedyś w domu.

10.Górka Chełmska. Przepiękna ciepła jesień którą tak bardzo lubię rozpieszczała nas w ten dzień.
2014
11. Park Rozrywki i Miniatur Krajno
W kilka godzin zwiedziliśmy sporo najpiękniejszych miejsc na świecie.

12. Selfie musiało być! Fotki wykonane przed sobotnim spotkaniem Blogerek w Starachowicach.
Tak na szybkiego wykonane, chwilę później spotkałam się z blogerkami.

13.Wąchodzk. Upalna niedziela, lecz bardzo udana.

sobota, 2 sierpnia 2014

Na dobranoc dla Was...

Kochane planów na post było sporo. Recenzja balsamów Lirene nastąpi jutro. Dziś mam dla Was zdjęcie wykonane w sobotę przed spotkaniem blogerek w Starachowicach.  Ostatnio mnie prześladuje aparat w telefonie którego nie używam zbyt często. Muszę to zmienić, więc na dobry początek zdjęcie z uśmiechem specjalnie dla Was, życząc Wam słonecznej i bogatej w atrakcje niedzieli.

piątek, 1 sierpnia 2014

Foto Mix...

  Kochane dziewczyny i chłopaki! Dziś szybciutko w wielkim fotograficznym skrócie chciałabym przedstawić Wam kilka chwil z mojego życia. Foto Mix u moich blogowych koleżanek po prostu mnie urzekły. Również zapragnęłam je tworzyć. I kto wie, może z okazji sierpnia dołożę wszelkich starań by ten projekt się u mnie na blogu sprawdził. Wiem, że może być ciężko, zdjęć mam mnóstwo lecz czy zdołam wywiązać z danej sobie obietnicy to dopiero się okaże. Postaram się by choć raz w tygodniu się taki post pojawił.
Trzymajcie kciuki by mi się to udało.

1. Tajemnicze etui, w którym mieści się szklana statuetka. Kontynuacja współpracy z CrystalCiTY. Już na dniach ją wam zaprezentuję w wyjątkowej piaszczystej sesji.

2. Paczuszka miała być znacznie bardziej obfita w produkty kosmetyczne do paznokci. Ponieważ miały spełniać funkcję upominków dla blogerek w dniu Międzynarodowego Dnia Blogera. Firma Allepaznokcie przysłała mi zaledwie te produkty, proponując mi indywidualną współpracę.
Po kolejnych wiadomościach wszytko wróciło na odpowiedni tor. Mega paczuszka dla uczestniczek spotkania dotarła kilka dni później. 

3. Słodki upominek na pocieszenie od firmy Dr. Ireny Eris. Niestety mój makijaż nie zajął, miejsca na podium. Natomiast czekoladki wypełniły mi ta pustkę, ponieważ szybko zniknęły.

4. The Body Shop wybrał mnie do testowania masełka w którym składzie znajduje się olejek arganowy. Jestem pewna, że każda z dwustu uczestniczek wypowie się na jego temat pozytywnie. 
Masełko przepięknie pachnie i cudnie się wchłania.

5. O poniższych produktach można pisać legendy. Zniknęło na spotkaniu blogerek w Lublinie, następnie błąkało się gdzieś w ciemnych i odległych miejscach Lublina by pocztą znów trafić w moje dłonie. Nie pytajcie jak to jest możliwe. Czasami dziwne sytuacje maja miejsce.

6. Lirene Golden Cgarm oraz Rubin Charm zagoszczą jutro jako recenzja w najnowszym wpisie. Już teraz Wam zdradzę, że balsamy są niesamowite. Posiadają przepiękne migające złotem drobinki. Na opalonym ciele prezentują się niesamowicie!
7. Zakupy kosmetyczne. A w nich moje ukochane a wręcz uwielbiane i przez lata szukane żele do kąpieli Vidal. Pokochałam je będąc we Włoszech, i ta miłość pozostała ze mną na długie lata. Nie dawno znalazłam je w nowo otwartej hurtowni w Chełmie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak moje oczy się roześmiały widząc je na półce.

8. W lecie kwiatów nigdy dość. Na czele prezentuje się nasturcja, bardzo przeze mnie lubiana.Za każdym razem gdy ją widzę przypomina mi się dom rodzinny.

9. W tym Foto Mixie nie mogło zabraknąć poniższej roślinki której nazwa jest mi nie znana.
Jak zobaczyłam tą sadzonkę u sprzedawcy na miejskim targu, wyjęłam cztery złote i bez słów o niego poprosiłam. Sentyment do Włoch mi się odezwał. Miałam tą roślinkę w ogródku.

10. Od dziecka przechrzciłam ją na dzwoneczki, i tak już do dziś pozostało.

11. Kochane wracam do jasnego kolorku na włosach. Prawie dwa lata w brązie to stanowczo za długo. Zatęskniłam już do jasnych odcieni na włosach które miałam od osiemnastego roku życia. Pasemka które na chwilę obecną są raczej miodowe, z czasem zamienią się w słomkowy blond.

12. Sobotnie popołudnie spędzone z dziewczynami ze Starachowic i okolic. O tym spotkaniu mogę pisać i pisać, aż tyle pozytywnych emocji we mnie pozostało. Dziewczyny spontaniczne, wesołe uśmiechnięte, bardzo pogodne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...