Kochane nie wiem czy się cieszycie, ale dziś słoneczny poniedziałek powitał Lubelszczyznę. Słonko tak cudnie świeci, że nie sposób usiedzieć w domu. Wczoraj również słonko nas rozpieściło i zachęciło do spacerów. I dlatego dziś prezentuje Wam wczorajsze łowy prosto z natury. Gałązki, szyszki, kasztany to dary jesieni, których nie mogło zabraknąć na moim biurku. Na żywo prezentują się znacznie ładniej i powiem Wam szczerze, że takie inspiracje cieszą mnie najbardziej.
poniedziałek, 3 listopada 2014
niedziela, 2 listopada 2014
Ulubieńcy października 2014...
I mamy listopad! Mój ulubiony miesiąc październik szybko miną, nawet nie wiem kiedy.
6. alepaznokcie Bezacetonowy zmywacz luksusowy. Szybko i skutecznie rozpuszcza każdy lakier, nawet brokatowy. Zapach kokosa mile uprzyjemnia jego używanie. Data ważności niestety wygasła
11. Apis. Skoncentrowane serum do ciała. Czerwona herbata Pu-Erh w połączeniu z minerałami z Morza Martwego znacznie poprawiają mi nastrój swym zapachem. Zapach niesamowity, po prostu piękny i mega wyczuwalny. Chciałabym spotkać perfumy o tym zapachu. Uwierzcie - zapach niesamowity.
Nie dawno się zaczął tu już mamy listopad. Na szczęście moim ulubionym produktów kosmetycznym jeszcze daleko do osiągnięcia denka, wiec jeszcze się nimi pocieszę.
W tym miesiącu przeważał zapach kokosowy i kakaowy, za pewne dlatego że nastała jesień
i każdy z nas potrzebuje mocniejszej aromaterapii.
1. Floslek. Chwalony, chwalony i to bardzo chwalony przez blogerki. Ja testuje już go kilka dni i wciąż nie mam o nim konkretnego zdania. Możliwe, że nie zasługuje na miano ulubieńców października, ale chcę dać mu szansę i będę go testować bo zapach wanilii wciąż mnie przyciąga.
2. Bourjois 95 Rose de Jaspe. Kolorek niesamowity, ciepły i nadający skórze zdrowy promienny wygląd. Choć drogi to warto go kupić!
3. Wibo. Turkusowy kolorek z delikatnymi drobinkami. Jeden już zużyłam, ta buteleczka jest już druga w kolejce. Długo się utrzymuje na paznokciach i przepięknie odbija promienie słońca.
4. Essence. Niesamowita intensywna czerwień, którą kolory jesieni zdecydowanie nie lubią. Za super wygodny pędzelek jest moim ulubieńcem października i roku 2014.
5. alepaznokcie. Diamond Gloss Preparat powinno nakładać się na akryl, ja natomiast zatapiam nim wzorek na paznokciach np. naklejki czy cyrkonie. Mimo, że po jego użyciu kolorowy lakier nabiera jaśniejszej barwy, to w zupełności mi nie przeszkadza.
7. Marion. Jedwabna kuracja. Za sam zapach można go pokochać. Zawarty w nim jedwab uszczęśliwia moje przesuszone rozjaśnianiem włosy. Uwielbiam odzywki w sprayu, tym bardziej jak można je opryskiwać na suche włosy.
8. Pharmaceris. Nawilżający fizjologiczny żel do mycia twarzy i oczu. Zapachu brak, więc plus dla niego. Makijaż nie ma z nim szans, może jedynie z tuszem wodoodpornym może mieć problemy. Delikatny, łagodzi podrażnienia, przeznaczony do cery suchej i wrażliwej taka jak moja.
9. Palmers. Nawilżający balsam do ciała. Jeżeli lubicie masło kakaowe to może te masełko stanie się również i waszym ulubieńcem miesiąca. Faktycznie każde słowo producenta jest czystą prawdą. Nawilża zdecydowanie tak, lecz czy zapobiega rozstępom?
10. Ziaja. Wygładzająca oraz kokosowa maska do włosów. Czekała na warcie ponad rok, i wiecie co ta maska to moje odkrycie 2014 roku. Uwierzcie jak niesamowicie wygładza włosy już podczas pierwszego użycia. Po umyciu włosów nałożyłam jej dość dużo na włosy, poczekałam może z minutę i spłukałam włosy. Włosy ociekające wodą stały się już miękkie gładkie i bardzo śliskie. Po wysuszeniu moje podniesione końcówki praktycznie się wyprostowały, a całość włosów nabrała wyglądu znacznie zdrowszych.
Nawet nie wiecie jaka jestem zaskoczona tym efektem. Zapach również niesamowity intensywnie kakaowy.
12.Pat&Rup. Balsam do ciała o zapachu trawy cytrynowej i kokosa.
Kolejny produkt zawierający w sobie składnik kokosa. Jak widzicie październik owocował w ten zapach. Choć trawa cytrynowa znacznie przeważa w balsamie, to i tak zapach jest orzeźwiający i niesamowity.
13. BeBeauty. Kremowy żel pod prysznic. Tym dziewczynom którym udało się go upolować w supermarkecie Biedronka sprzyjało szczęście. Jego zapach spowodował, że po prostu znikną z półek. Wcale się nie dziwie, ekstrakty z kakao zauroczą wszystkie dziewczyny kochające ten zapach.
Autor:
katarina555
o
niedziela, listopada 02, 2014
18 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
alepaznokcie.pl,
Apis,
Bourjois,
Essense,
Floslek,
Marion,
Palmers,
Pat&Rup,
Pharmaceris,
Ulubieńcy miesiąca...,
Wibo,
Ziaja
piątek, 31 października 2014
Foto Mix...Podsumowanie października...Zapraszam...
Kochane dziś mało czytania, za to dużo oglądania...
Zapraszam na kolejny Foto Mix...
1. Zaproszenie na bezpłatna cytologię już odhaczone, sprawa pozytywnie załatwiona. Na szczęście wszytko jest w porządku. Fajna sprawa i miły gest ze strony Ministerstwa Zdrowia.
Oczywiście badanie otrzymałam bezpłatnie, tak jak za pewne część z Was.
2. Notes na 2014. Jest w nim moja wiedza dotycząca wszystkich spraw bloga, zakupów, planów na przyszłość itd...
3. Moje małe cudeńka. Świeczniki wykonane ze szkła, ich blask rozpromienia mi każdy wieczór.
4. Pasztet z cukinii, marchewki i pozostałych składników. Za pewne jest ostatnim w sezonie, lecz na pewno nie ostatnim wykonanym przeze mnie.
5. Kuszący zapachem biedronkowy żel pod prysznic z dodatkiem kakao. Niestety upolowałam ostatni, a miałam chęć jeszcze na malinową wersję. Żel kosztuje 7.99
6. Krem BB od Lirene, właśnie jestem w trakcie jego testowania. Niebawem recenzja.
7. Coś z niczego...ciąg dalszy perełek zawiniętych na metalowe druciki zobaczycie już nie długo.
8. Zakupy w Ikea. Jestem pod wielkim wrażeniem tego sklepu. Teraz się Wam nie dziwię, że tak wielki sentyment macie do tego sklepu.
9. Pobyt w Krakowie jest najciekawszym wspomnieniem mijającego miesiąca. Błonia, okno Papieskie, Rynek itd...aż było żal odjeżdżać.
10. Dom mi pachnie kawą. Jeszcze tylko trzy wieczory spędzę w ich towarzystwie.
Magdzie prowadzącego bloga The Women Life jeszcze raz serdecznie dziękuje, za tak miły prezent.
11. Produkty czekające na swoje pięć minut podczas recenzji.
Koszyk Viktori kupiłam w sklepie Dil za jedyne 6.99. Jest to mój drugi koszyk, ty razem ten jest szary.
12. Zamówienie z Avon. Naszyjnik już dawno podbił moje serce, jest wręcz cudny.
13. Pasek z ćwiekami, zakupiony w promocji za 6.99.
14. Nie spodziewanie piękna plażowa torba. Kupiłam ją w Sh wraz z całą stertą ubrań na poniższym zdjęciu. W jednym z Sh jest taka możliwość zakupu papierowej torby za 20, 40 lub 60 zł. cena zależna od wielkości torby. Wszystkie swoje upolowane ubrania wraz z plażową torbą kosztowały mnie jedyne 20zł.
15. Mały mix zdjęciowy z całego miesiąca. Drobne zakupy, czyli kolczyki oraz kominki z Jysk.
Niespodziewana przesyłka od Pachnącej Szafy, perfumy z Yodeyma również otrzymałam bezpłatnie. Woski kupiłam w Krakowie, a biżuterię i organizer do torebki przysłał mi alefarcik.pl jako rekompensata za zakupiony wadliwy zegarek.
16. Najnowsze moje plastyczne zabawki.
Zgadnijcie co mam zamiar za pomocą tych rzeczy zrobić?
17. Projekt Denko - październik.
środa, 29 października 2014
Manufakura Apteczna...100% Olejek arganowy...moja opinia...
Witam Was kochane dziewczyny i chłopaki! Dziś kolejna zaległa recenzja. Obiecałam sobie, że będę starała się publikować posty w miarę systematycznie. Mając obok laptopa kubek z gorącą herbatą i korzystając z wolnego od pracy szybciutko postaram się opowiedzieć w kilku słowach o moim odkryciu kosmetycznym.
Jest nim olejek arganowy w dodatku 100% który jest prawdziwą perełką wśród znanych nam olei. Zaintrygował mnie już na samym początku jak otrzymałam go na jednym ze spotkań blogerek.
Dziś moja uwagę skupiam tylko na niego po kąpieli również mi towarzyszył.
W jaki sposób dowiecie się pod koniec postu.
Zapraszam poniżej.
Zapraszam na stronę główną:

Skład: Olej arganowy (Argania Spinosa Kernel Oil) 100%, wyprodukowano w Maroko
Stosowanie: Niewielką ilość olejku rozgrzać miedzy palcami, aplikować na lekko wilgotną skórę lub na umyte, osuszone ręcznikiem włosy. Preparat przeznaczony do masażu oraz pielęgnacji skóry i włosów w spa, salonach kosmetyki profesjonalnej oraz gabinetach urody
Działanie i wskazania: Olejek arganowy otrzymywany z drzewa arganowego naturalnie rosnącego w
Maroko charakteryzuje się wysoką zawartością kwasu linolowego i
oleinowego, bogaty jest w polifenole, tokoferole (przeciwutleniacze),
dodatkowo zawiera sterole, karotenoidy, ksantofile i skwalen.- Olejek jest przeznaczony szczególnie do pielęgnacji delikatnej i suchej skóry, chroni skórę przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych oraz przed jej nadmiernym wysuszeniem.
- Olejek arganowy hamuje procesy starzenia, redukuje zmarszczki, nawilża, rewitalizuje i poprawia elastyczność skóry, przez co skóra nabiera wyraźnie młodszego wyglądu.
- Polecany kobietom z problemami skórnymi związanymi z menopauzą.
- Zalecany przy leczeniu ran, łuszczycy, wyprysków skórnych (skaz po trądziku i ospie), ułatwia gojenie blizn i stanów zapalnych skóry.
- Wspomaga pielęgnację cery trądzikowej i ogranicza ilość sebum, zmniejsza tym samym tendencję skóry do przetłuszczania.
- Nadaje włosom naturalny połysk, wytrzymałość, jedwabistość i miękkość, przywraca naturalny stan kruchym i łamliwym paznokciom.
Każda blogerka olejek arganowy zna, ale czy wiemy dokładnie do się dobrego w nim kryje.
Otóż moja przygoda z 100% olejkiem zaczęła się około miesiąca temu gdy w mojej głowie zawitał pomysł rozjaśnienia włosów. Tak, kochane teraz już nie jestem brunetką, powoli staję się blondynką. Możliwe, że to tylko mój kaprys ze zmiana koloru i jeszcze do końca nie jestem przekonana czy z koloru kawy na włosach chcę zrezygnować. Kilka lat wcześniej miałam przez długie lata jasne włosy w których czułam się młodo i z reguły wszystkie osoby mnie za jasne włoski chwalili. Poszłam do fryzjerki by mi doradziła co z takim fantem zrobić i wspólnie wymyśliłyśmy pasemka i tak się stało, krok po kroku moje ciemne włosy stawały się coraz jaśniejsze. Obecnie pozostałam przy jasnym blondzie.
Ta zmiana oczywiście uszkodziła i wysuszyła moje włosy. Farba nakładana co dwa miesiące osłabiła i wysuszyła moje włosy. I się zaczęło...
Dobór odpowiedniego szamponu, wiele odzywek, masek i kompresów. Godziny spędzone na pielęgnowaniu włosów by tylko poprawić ich stan.
Mimo, że włosy były przesuszone to na szczęście się nie elektryzują co mnie bardzo cieszy.
Jak sięgnęłam po olejek arganowy moje włosy nareszcie odżyły.
Otóż moja przygoda z 100% olejkiem zaczęła się około miesiąca temu gdy w mojej głowie zawitał pomysł rozjaśnienia włosów. Tak, kochane teraz już nie jestem brunetką, powoli staję się blondynką. Możliwe, że to tylko mój kaprys ze zmiana koloru i jeszcze do końca nie jestem przekonana czy z koloru kawy na włosach chcę zrezygnować. Kilka lat wcześniej miałam przez długie lata jasne włosy w których czułam się młodo i z reguły wszystkie osoby mnie za jasne włoski chwalili. Poszłam do fryzjerki by mi doradziła co z takim fantem zrobić i wspólnie wymyśliłyśmy pasemka i tak się stało, krok po kroku moje ciemne włosy stawały się coraz jaśniejsze. Obecnie pozostałam przy jasnym blondzie.
Ta zmiana oczywiście uszkodziła i wysuszyła moje włosy. Farba nakładana co dwa miesiące osłabiła i wysuszyła moje włosy. I się zaczęło...
Dobór odpowiedniego szamponu, wiele odzywek, masek i kompresów. Godziny spędzone na pielęgnowaniu włosów by tylko poprawić ich stan.
Mimo, że włosy były przesuszone to na szczęście się nie elektryzują co mnie bardzo cieszy.
Jak sięgnęłam po olejek arganowy moje włosy nareszcie odżyły.
Nakładałam jo większa ilość na mokre umyte włosy. Wmasowałam go przez dłuższą chwilę by całe się nim okleiły. Skórę głowy również starałam się nim pokryć by miały okazję skorzystać z dobrodziejstw olejku.
Na włosy nakładałam woreczek foliowy oraz ręcznik i delikatnie podgrzewałam suszarką cały turban z ręcznika. Podgrzanie temperatury sprawi, że włosy otworzą swoją łuskę a składniki zawarte w olejku przenikną w głąb włosa. Metoda jest świetna, lecz trzeba uważać z ilością nałożonego olejku ponieważ może przeciążyć nasze włosy i je przetłuścić. Po około dwudziestu minutach spłukiwałam włosy chłodna wodą by łuska się domknęła. Następnie jeszcze raz delikatnie nałożyłam szampon i rozmydliłam go na włosach.
Powiem Wam, że olejek podczas takiego zabiegu SPA na włosy spisuje się wręcz świetnie.
Włosy stają się odżywione już po pierwszym takim kompresie.
Z biegiem czasu san moich włosów uległ znacznej poprawie, nie są one już tak przesuszone jak wcześniej. Raczej stały się lśniące, łatwiejsze w układaniu,
a co najważniejsze nie puszą się jak szalone.
Olejek mnie zaskoczył, choć od dawna znam jego właściwości pielęgnujące i lecznicze.
Na przesuszoną skórę łokci i kolan również dobrze się sprawdza. Natłuszcza te miejsca i po dłuższym stosowaniu znacznie leczy wszystkie stany zapalne, wypryski czy zaczerwienienia.
Niestety olejek jest bezzapachowy, i nie przypomina słodkiego zapachu do którego jesteśmy przyzwyczajane chociażby w odżywkach do włosów. Olejek swoja formą przypomina spożywczy olej, posiada jasno żółty odcień i jest raczej dość rzadki, przewalający się przez palce. Oprócz zakrętki nie posiada dozownika, dzięki któremu dozowania produktu było by znacznie ułatwione.
Do 100ml. szklanej i ciemnej buteleczki nie mam zastrzeżeń.
Nic mi się nie zepsuło i nic nie pękało. Zakrętka się trzyma, a grube szkło butelki nie zostało uszkodzone do dziś.
Nawet szata graficzna nie zaciekła tłustym płaszczem po jego stosowaniu.
Cena olejku to około 35 zł, więc cena przeciętna ponieważ oleju jest sporo, a jak wiecie 100% olej jest raczej drogi.
Dostępny w linku poniżej:
http://www.ceneo.pl/24036134
Na włosy nakładałam woreczek foliowy oraz ręcznik i delikatnie podgrzewałam suszarką cały turban z ręcznika. Podgrzanie temperatury sprawi, że włosy otworzą swoją łuskę a składniki zawarte w olejku przenikną w głąb włosa. Metoda jest świetna, lecz trzeba uważać z ilością nałożonego olejku ponieważ może przeciążyć nasze włosy i je przetłuścić. Po około dwudziestu minutach spłukiwałam włosy chłodna wodą by łuska się domknęła. Następnie jeszcze raz delikatnie nałożyłam szampon i rozmydliłam go na włosach.
Powiem Wam, że olejek podczas takiego zabiegu SPA na włosy spisuje się wręcz świetnie.
Włosy stają się odżywione już po pierwszym takim kompresie.
Z biegiem czasu san moich włosów uległ znacznej poprawie, nie są one już tak przesuszone jak wcześniej. Raczej stały się lśniące, łatwiejsze w układaniu,
a co najważniejsze nie puszą się jak szalone.
Olejek mnie zaskoczył, choć od dawna znam jego właściwości pielęgnujące i lecznicze.
Na przesuszoną skórę łokci i kolan również dobrze się sprawdza. Natłuszcza te miejsca i po dłuższym stosowaniu znacznie leczy wszystkie stany zapalne, wypryski czy zaczerwienienia.
Niestety olejek jest bezzapachowy, i nie przypomina słodkiego zapachu do którego jesteśmy przyzwyczajane chociażby w odżywkach do włosów. Olejek swoja formą przypomina spożywczy olej, posiada jasno żółty odcień i jest raczej dość rzadki, przewalający się przez palce. Oprócz zakrętki nie posiada dozownika, dzięki któremu dozowania produktu było by znacznie ułatwione.
Do 100ml. szklanej i ciemnej buteleczki nie mam zastrzeżeń.
Nic mi się nie zepsuło i nic nie pękało. Zakrętka się trzyma, a grube szkło butelki nie zostało uszkodzone do dziś.
Nawet szata graficzna nie zaciekła tłustym płaszczem po jego stosowaniu.
Cena olejku to około 35 zł, więc cena przeciętna ponieważ oleju jest sporo, a jak wiecie 100% olej jest raczej drogi.
Dostępny w linku poniżej:
http://www.ceneo.pl/24036134
wtorek, 28 października 2014
Barwa...Mleczno-miodowy krem do rąk...Moja opinia...
Witam Was serdecznie! Kochane przyszedł i na mnie czas, choróbsko i mnie dopadło. Oczywiście katar, ból głowy i straszny ból nóg przechodzący raczej w łamanie w mięśniach. Coś okropnego, przez nos już nawet nie oddycham, a jak mam wstać to w głowie się kołuje. Miałam dziś wolny dzień od pracy i co połowę dnia przeleżałam w łóżku, a drugą połowę zbierałam siły bo coś naszkrabać w poście. Swoich zaplanowanych planów oczywiście nie spełniłam i praktycznie nic nie wykreśliłam z listy. Juto przecież też jest dzień, i mam nadzieje, że słonko choć na chwilę zmotywuje mnie do działania. Dziś mam dla Was zaległą recenzję wygładzającego kremu do rąk o zapachu mleka i miodu.
Zapraszam na stronę główną Barwy:
http://www.barwa.com.pl/

Od producenta: Krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry rąk i paznokci.
http://www.barwa.com.pl/

Dzięki zawartości protein mleka i miodu ma
wygładzać spierzchnięty naskórek i przywracać zdrowy wygląd dłoniom.
Zawartość alantoiny i gliceryny sprawia, że skóra pozostanie gładka,
miękka i elastyczna. Krem szybko się wchłania, nie pozostawiać
tłustej, ani lepkiej warstwy. Chroni przed szkodliwym działaniem czynników
zewnętrznych.
Proteiny z mleka i miodu zaciekawiły za pewne nie jedną z nas.
Ich właściwości sprawiają, że nasza skóra staje się wygładzona i zdrowa.
Czy faktycznie tak jest?
Może gdyby każdego dnia stosować peeling na dłonie i zastosować kompresy w formie foliowych rękawiczek nasze dłonie odwdzięczyły by się faktycznym polepszeniem ich stanu.
Moim zdaniem proteiny działają ale jedynie do dwudziestu minut po zaaplikowaniu kremu na dłonie.
Faktycznie skóra staje się gładka, aksamitna i zdecydowanie nawilżona, ale żeby tak było musimy nakładać krem dość często w trakcie dnia. Akurat z tym to nie problem ponieważ zapach jest taki słodki, że używanie go zdecydowanie zachęca a nie zniechęca do niego. Niestety trzeba powtarzać kurację dość często. Na trzecim miejscy w składzie znajduje się Parafina, więc podejrzewam, że to jej zasługa chwilowego nawilżenia dłoni.
Jak widzicie opakowanie mojego kremu troszkę się zdezelowało, po długim noszeniu go w torebce jego stan znacznie się pogorszył. Lubiłam go mieć w swojej torebce, ponieważ dzięki szybkiemu otwarciu i zamknięciu na Klik...Klik...nakładamy go bardzo szybko. Krem nie zostawia tłustej warstwy na dłoniach i dość szybko się wchłania. Zapach choć ulotny to mi pasuje, uwielbiam zapach mleka z dodatkiem miodu. I choć dla tego zapachu warto go kupić za jedyne 5zł. Znajdziecie go w sklepikach osiedlowych i supermarketach. Np. w Rossmanie i Naturze raczej go nie widziałam.
Ich właściwości sprawiają, że nasza skóra staje się wygładzona i zdrowa.
Czy faktycznie tak jest?
Może gdyby każdego dnia stosować peeling na dłonie i zastosować kompresy w formie foliowych rękawiczek nasze dłonie odwdzięczyły by się faktycznym polepszeniem ich stanu.
Moim zdaniem proteiny działają ale jedynie do dwudziestu minut po zaaplikowaniu kremu na dłonie.
Faktycznie skóra staje się gładka, aksamitna i zdecydowanie nawilżona, ale żeby tak było musimy nakładać krem dość często w trakcie dnia. Akurat z tym to nie problem ponieważ zapach jest taki słodki, że używanie go zdecydowanie zachęca a nie zniechęca do niego. Niestety trzeba powtarzać kurację dość często. Na trzecim miejscy w składzie znajduje się Parafina, więc podejrzewam, że to jej zasługa chwilowego nawilżenia dłoni.
Jak widzicie opakowanie mojego kremu troszkę się zdezelowało, po długim noszeniu go w torebce jego stan znacznie się pogorszył. Lubiłam go mieć w swojej torebce, ponieważ dzięki szybkiemu otwarciu i zamknięciu na Klik...Klik...nakładamy go bardzo szybko. Krem nie zostawia tłustej warstwy na dłoniach i dość szybko się wchłania. Zapach choć ulotny to mi pasuje, uwielbiam zapach mleka z dodatkiem miodu. I choć dla tego zapachu warto go kupić za jedyne 5zł. Znajdziecie go w sklepikach osiedlowych i supermarketach. Np. w Rossmanie i Naturze raczej go nie widziałam.
Jak na chwile obecną nigdzie nie spotkałam, mydeł w płynie produkcji Barwy.
Jak wiecie gdzie je kupić napiszcie w komentarzech,
chętnie się przejdę i zapoznam się z nimi z bliska.
Jak wiecie gdzie je kupić napiszcie w komentarzech,
chętnie się przejdę i zapoznam się z nimi z bliska.
niedziela, 26 października 2014
Barwa...Kremowy peeling do stóp...moja opinia...
Kochane jeśli szukacie w asortymencie drogerii delikatnego peelingu do stóp to jest to produkt przeznaczony dla Was. Dla tych osób które wolą mocne tak zwane zdzieraki to ten produkt nie spełni Waszych oczekiwań. Zawarte w nim drobinki pumeksu zadowolą jedynie mało wymagające klientki, które potrzebuję jedynie delikatnego masażu stóp.
Dziś przedstawię Wam kremowy peeling firmy Barwa, a już jutro głównym bohaterem postu będzie krem do rąk mleczno-miodowy.
Zapraszam na stronę główną Barwy:
Od producenta: Kremowy
peeling przeznaczony do pielęgnacji stóp oraz dłoni, łokci,
kolan. Drobinki pumeksu skutecznie usuwają stwardniałą oraz zrogowaciałą
warstwę naskórka. Witamina F zapobiega wysuszaniu i pękaniu
skóry, alantoina łagodzi i koi podrażnienia. Regularne stosowanie
zapobiega rogowaceniu skóry i utrzymuje ją w dobrej kondycji. Szczególnie polecany do stóp ze skłonnością do nadmiernego rogowacenia i twardnienia naskórka. Produkt przebadany dermatologicznie. Produkt nie testowany na zwierzętach.
Składniki aktywne:
Witamina F, alantoina.
Sposób użycia:
Na wilgotną skórę nanieść niewielką ilość peelingu i delikatnie masować okrężnymi ruchami. Spłukać ciepłą wodą.
Moja opinia: Kochane jeżeli Wasza skóra stóp potrzebuje pomocy, bo jest zrogowaciała, twarda a skórki na pięcie zadzierają Wam rajstopy to, niestety nie jest to produkt dla Was, ponieważ z takimi problemami prezentowany przeze mnie peeling sobie nie poradzi. Nawet jeśli by zużyć podczas jednego zabiegu całą tubkę. Nic by z takiej pielęgnacji nie wyszło. A to dlatego ponieważ w peelingu zawarte są delikatne, drobne i raczej zaokrąglone drobinki przypominające zmieloną kawę. Dla osób potrzebujących delikatnego odświeżenia stóp bez potrzeby mocnego zdzieraka ten produkt pędzie odpowiedni. Ja zdecydowanie do stóp wolę gruboziarniste peelingi, które oczyszczą i nawilżą skórę. Najfajniejsze jest w nim jest fakt, że możemy go użyć na przykład na dłonie czy łokcie. I na tych partiach ciała zdecydowanie lepiej się spisuje. Drobinki są wyprodukowane z pumeksu i posiadają trzy kolory od błękitnego poprzez niebieski do fioletu i zieleni. Konsystencja jest dość rzadka lecz nie rozpływa się pomiędzy palcami. Zapach delikatny jak by mleczny. Opakowanie również zachęca ponieważ tubka jest wygodna i szybka w użyciu. Wyciskamy potrzebną nam ilość i bezproblemowo aplikujemy na skórę. 75 ml. to jednak troszkę mała pojemność jak za cenę około 6zł. Dostępny w wielu drogeriach i małych sklepikach osiedlowych.
Zapytacie czy bym go kupiła?
Jeśli na partie kolan i łokci to tak. Jeżeli potrzebowałabym mocniejszego peelingu do skóry stop to raczej nie. Ale to Wy musicie zadecydować do której partii ciała chcecie go przeznaczyć. sobota, 25 października 2014
White Flowers...Sól do kąpieli z Morza Martwego...Moja opinia...
Witam Was serdecznie!
Kochane w prognozie pogodny, twierdzą że o słonecznych dniach jak na chwilę obecną możemy zapomnieć. Przez przecudnie ciepły i bogaty październik zdążyliśmy przyzwyczaić nasze organizmy do ciepła panującego na dworze. Niestety nic co dobre nie trwa wiecznie, i dziś pogoda nas zniechęca do spacerów.
Dla wytrwałych problem zimna na dworze nie jest problemem, lecz dla mnie skromnej osóbki która uwielbia się wygrzewać na słonku jest to problem. Na szczęście kąpiel w soli rekompensuje mi chłodne dni. Jak dobrze jest wrócić do domu i wygrzać się a w szczególności stopy w przepełnionej bogactwem minerałów soli z Morza Martwego.
Zapraszam na stronę główną producenta:
http://whiteflower.com.pl/pl/
Fb:
https://www.facebook.com/whiteflowerscosmetics

http://whiteflower.com.pl/pl/
Fb:
https://www.facebook.com/whiteflowerscosmetics

Kilka słów od producenta:
Sól, błoto z Morza Martwego stosuje się przede wszystkim do pielęgnacji skóry, poprawy jej kondycji, złagodzenia trapiących ją problemów w formie kąpieli solankowych, nacierań, masażu, peelingu, okładów i maseczek błotnych, kompresów solnych, pielęgnacyjnych roztworów kosmetycznych i innych. Zastosowań jest bardzo wiele, zaś efektydobroczynnego działanie minerałów z Morza Martwego na skórę człowieka są znane od tysięcy lat.Zapraszamy do lektury wierząc, że sole, błoto i woda z Morza Martwego staną się wykorzystywanym na co dzień źródłem zdrowia i urody dla Państwa oraz Waszych bliskich!
Nie wystarczy jednak wyśmienita jakość produktów, jeśli idąca w ślad za nimi informacja będzie niedoskonała lub nierzetelna. Dbamy więc też i o to, aby prezentując Państwu nasze produkty zapewniać im opis zgodny z rzeczywistością, w oparciu o naszą najlepszą wiedzę i najnowsze badania naukowe.
NASZA RADA: Należy unikać zakupu soli, błota i wody z Morza Martwego nie posiadających badań i testów wykonanych w wiarygodnych instytucjach i laboratoriach. Jak wynika z badań naukowych - w czasie kąpieli solankowych, stosowania kompresów solnych oraz okładów błotnych - niektóre pierwiastki są wchłaniane przez pory skóry do krwi. Stosowanie produktów niskiej jakości lub niewiadomego pochodzenia może powodować wchłanianie do organizmu szkodliwych substancji! PAMIĘTAJ: sól, błoto i woda z Morza Martwego to preparaty o bardzo silnym działaniu, w związku z czym między innymi od ich jakości zależy bezpieczeństwo ich stosowania!
http://whiteflower.com.pl/pl/porady/
Sól karnalitowa do kąpieli
WYSOKO ZMINERALIZOWANA SÓL MAGNEZOWO-POTASOWA O CHARAKTERZE TERAPEUTYCZNYM
(93 – 97% CARNALLITE KCL.MgCL2.6H2O, 3-7% NaCL)
Najsłynniejszym na całym świecie gatunkiem soli z Morza Martwego, znanym ze swojego dobroczynnego działania na skórę człowieka, jest prezentowana sól magnezowo-potasowa, zwana też solą karnalitową. Jest to sól o charakterze terapeutycznym stosowana do walki z problemami skórnymi (łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, wypryski, trądziki itp). Dominującymi składnikami tej soli są: magnez, potas i wapń. Ponadto w soli karnalitowej obecne są także w mniejszych ilościach zelazo, chrom, mangan, cynk i inne. Niezwykle oryginalne połączenie tych pierwiastków w kryształkach soli karnalitowej i ich unikalne oddziaływanie na skórę człowieka powoduje, że jest to najbardziej pożądana sól występująca w Morzu Martwym.
Zgodnie z prowadzonymi na świecie badaniami i eksperymentami istnieje wiele dowodów na to, że wysoko zmineralizowana sól magnezowo-potasowa, może skutecznie wspomagać leczenie takich chorób skory jak łuszczyca, grzybice, różnego rodzaju zapalenia skóry (m.in. atopowe zapalenie skóry) a także skutecznie walczyć z trądzikiem i wypryskami skórnymi (polecana do walki z uporczywym trądzikiem młodzieńczym). Sól z Morza Martwego stosuje się również w stanach depresyjnych i schorzeniach nerwicowych (kąpiele solankowe).
Dla domowego SPA jest idealna!!!
By blogerki wiemy, że sól wysoko zmineralizowana zawiera magnez, potas i wapń, siarczany i wiele innych składników, które kojąco i relaksująco działają na naszą skórę i na cały organizm. Podczas kąpieli regeneruje i nawilża skórę przy czym doskonale ją odżywia. Cenne składniki jakie posiada zdecydowanie poprawiają jej stan, lecz jeśli chodzi o napinanie jej czy ujędrnianie to jest to kwestia sporna. Niestety nie zauważyłam poprawy po zastosowaniu jednego opakowania. Po cichu stwierdzam gdybym używała jej systematycznie przynajmniej dwa razy w tygodniu możliwe by było by inaczej. Oczywiście skóra po kąpieli staje się zdrowsza, gładsza, zregenerowana, nabiera zdrowszego koloru. Jak to z solą bywa piecze przy skaleczeniach czy urazach naskórka. Na rozluźnienie bolących mięśni działa idealnie, przy czym o zmęczeniu całym dniu możemy podczas kąpieli zapomnieć. I tą niesamowitą cechę najbardziej w tej soli lubię.
Nie ma jak zrelaksować się w gorącej wodzie z dodatkiem soli która nie zawiera zbędnych chemicznych składników. Sól jest bezzapachowa i dlatego wskazane jest użycie olejku eterycznego lub kropelki płynu do kąpieli.
Idealnie rozpuszcza się w gorącej wodzie, a wręcz w niej znika.
Produkty z Morza Martwego uwielbiam od lat, już nie raz były moim wybawieniem!
Polecam Wam wszystkim osóbkom lubiącym wygrzewać się w gorącej wodzie.
By blogerki wiemy, że sól wysoko zmineralizowana zawiera magnez, potas i wapń, siarczany i wiele innych składników, które kojąco i relaksująco działają na naszą skórę i na cały organizm. Podczas kąpieli regeneruje i nawilża skórę przy czym doskonale ją odżywia. Cenne składniki jakie posiada zdecydowanie poprawiają jej stan, lecz jeśli chodzi o napinanie jej czy ujędrnianie to jest to kwestia sporna. Niestety nie zauważyłam poprawy po zastosowaniu jednego opakowania. Po cichu stwierdzam gdybym używała jej systematycznie przynajmniej dwa razy w tygodniu możliwe by było by inaczej. Oczywiście skóra po kąpieli staje się zdrowsza, gładsza, zregenerowana, nabiera zdrowszego koloru. Jak to z solą bywa piecze przy skaleczeniach czy urazach naskórka. Na rozluźnienie bolących mięśni działa idealnie, przy czym o zmęczeniu całym dniu możemy podczas kąpieli zapomnieć. I tą niesamowitą cechę najbardziej w tej soli lubię.
Nie ma jak zrelaksować się w gorącej wodzie z dodatkiem soli która nie zawiera zbędnych chemicznych składników. Sól jest bezzapachowa i dlatego wskazane jest użycie olejku eterycznego lub kropelki płynu do kąpieli.
Idealnie rozpuszcza się w gorącej wodzie, a wręcz w niej znika.
Produkty z Morza Martwego uwielbiam od lat, już nie raz były moim wybawieniem!
Polecam Wam wszystkim osóbkom lubiącym wygrzewać się w gorącej wodzie.
Cena: 13zł
Pojemność: 500 g
Dostępność: Rossmann
Subskrybuj:
Posty (Atom)








